Madera

Madera - jedna z wysp archipelagu na Oceanie Atlantyckim, nazywana wyspą wiecznej wiosny, ze względu na swój łagodny klimat.

Madera

Porto Santo

Porto Santo - mała wysepka o powierzchni 42,5 km2, która leży 43 km na północny wschód od Madery, od której diametralnie się różni.

Porto Santo

Desertas

Wyspy Desertas to grupa trzech długich i wąskich wysp, które rozciągają się na odległość 23 km w kierunku północ-południe.

Wyspy Desertas

Selvagens

Wyspy Selvagens to mały niezamieszkany archipelag, mniej więcej w połowie drogi między Maderą i Wyspami Kanaryjskimi.

Wyspy Selvagens


Dzień 3

Północne wybrzeże

3 grudnia, czwartek

Caniço de Baxio - São Vicente - Seixal - Porto Moniz - Rabaçal - Paul da Serra - Ribeira Brava - Caniço - Caniço de Baxio

Pobudka 08:00 rano, wychodzę na balkon by sprawdzić pogodę. Okazuje się, że w zasięgu wzroku nie ma chmur, także już było niemal pewne, że jedziemy trasą zaplanowaną wczorajszego wieczoru. Startujemy z pod hotelu i po kilku chwilach jedziemy via Rapidą w kierunku Funchal. Ruch odbywa się płynnie, ale jednak pod górkę a rozwinięcie prędkości 90 km/h jest poza zasięgiem Getza. Później jest lepiej i bez problemu jedziemy 100km/h, zjeżdżamy na stację benzynową.

Kierujemy się w kierunku Riberia Brava - w tym miejscu kończy się dla nas via Rapida i skręcamy na São Vicente. Droga mija szybko, co chwilę stajemy, ponieważ widoki zapierają dech w piersi. W przewodniku znajdujemy informacje o jaskiniach w São Vicente, postanawiamy zorientować się w cenach i ewentualnie je odwiedzić. Droga jest dobrze oznaczona i szybko znajdujemy się na parkingu. Chodnik z parkingu do jaskini prowadzi tunelem pod trasą Ribeira Brava - São Vicente, bilet kosztuje 8 €.

Sympatyczna pani płynnym angielskim kieruje nas do wejścia informując, że w środku czeka grupa z przewodnikiem, wchodzimy do środka i idziemy przez kilka minut robiąc zdjęcia i oglądając jaskinie. Trafiamy na grupę, Pani przewodnik po angielsku opowiada o skałach, budowie geologicznej. Wycieczka jest naprawdę bardzo ciekawa, ale krótka po 20 minutach wychodzimy z jaskini i kierujemy się do centrum wulkanologicznego, tam oglądamy wystawę, filmy i symulację wybuchu wulkanu. Następnie trafiamy do sporej klatki, która udaje windę i "zjeżdżamy" do wnętrza ziemi (bardzo prosty i ciekawy pomysł). Po wyjściu z "windy" widzimy instalację udająca lawę. Przechodzimy do sali kinowej, dostajemy okulary 3D i wchodzimy na mini salę kinową, oglądamy film o ziemi, wulkanach, przeplatany zdjęciami z Madery wszystko w 3D, na tym kończy się pokaz, spędziliśmy w tym miejscu ok 1,5 godz. Wracamy na parking i udajemy się do centrum São Vicente. Na mapie wygląda jak miasteczko. W rzeczywistości jest to wioska, pełna uroku, choć naprawdę niewielka. Po 15 minutach obeszliśmy centrum, Kościół i sklep, w którym zakupiliśmy wino polecane przez miejscowego sprzedawcę za całe 8 €, wina maderskie kosztują od 10 €.

Wracamy do samochodu i udajemy się na północ ku skrzyżowaniu dróg łączących Ponta Delgada z Porto Moniz. Chcieliśmy jechać Północną Drogą Nabrzeżną - w zasadzie był to jedna z główniejszych atrakcji dla mnie, ale szybko okazuje się, że droga jest częściowo zamknięta ze względu na obsuwające się skały i spadające kamienie. Tak jedziemy szybszą trasą, która wiedzie przez tunele, przed każdym z tuneli jest znak Antiga 101, który oznacza starą drogę nabrzeżną. Przy każdym tunelu wypatrujemy czy choć kawałek starej drogi jest otwarty. Niewyobrażalne jest to, że kiedyś ta droga była dwukierunkowa, patrząc na nią ciężko sobie wyobrazić dwa mijające się tam samochody. Dojeżdżamy do miejscowości Seixal, omijamy centrum i jedziemy w stronę portu i plaży. Na miejscu okazuje się, że jesteśmy jedynymi turystami. Zwracam uwagę na dźwig, który umacnia falochron. Postanawiam podejść do dźwigu, nie mogę sobie odmówić przyjemności zrobienia zdjęć Oceanu. Fale rozbijające się o falochron wyglądają porażająco. Zapuszczam się na sam koniec falochronu. Nagle słyszę krzyk mojej żony, żebym uciekał bo zbliża się ogromna fala. Parę sekund po tym jak się ewakuowałem z tego miejsca, fala o wysokości ok 2 metrów doszczętnie zalała miejsce, w którym przed kilkoma sekundami stałem. Całe szczęście nic mi nie jest, nie wiem jakby się to skończyło gdybym nie uciekł – ale za to mamy piękne zdjęcia :)

Ruszamy dalej do Porto Moniz, tam gdzie nam się to udaje zjeżdżamy na starą drogę. Dojeżdżamy do tunelu, który cały wyłożony jest kamieniami. Za tym tunelem jest miejsce, gdzie fale oceanu wdzierają się na drogę. Mamy mokry samochodu – dobrze, że szyby mieliśmy zamknięte. Bez pośpiechu dojeżdżamy do Porto Moniz.

Na pierwszym rondzie skręcamy w prawo i po 100 metrach parkujemy samochód. Schodzimy w dół i naszym oczom ukazuje się budynek akwarium oraz restauracja Cachalote. Decydujemy się pod wpływem głodu zjeść tam obiad. Wybieramy stolik z widokiem na ocean. To była najlepsza decyzja, ponieważ jedzenie, o którym zaraz opowiem było wyśmienite. Oczywiście decydujemy się zjeść Espadę, tym razem z grilla – tutejszy specjał i sardynki.

Jako przystawkę dostajemy pół bochenka chleba i spore naczynko z oliwkami czarnymi i zielonymi. Po kilkunastu minutach dostajemy dania, które zamówiliśmy, podawane są w ciekawy sposób. Otóż mamy przed sobą puste talerze, na które kelnerka nakłada danie, i tak oto na naszych talerzach ląduje risotto z owocami morza, ziemniaki, pataty, pomidory, sałata i ryby, bardzo duży kawałek espady i sardynki, ale nie takie jak w Polsce. Każda z nich miała ok. 25 cm. To wszystko plus napoje kosztowało nas 22 €, trzeba podkreślić, ze zamawialiśmy tylko ryby a wszystkie pozostałe rzeczy dostaliśmy w cenie do ryb. Po posiłku udajemy się na dalsze zwiedzanie miasta. Wychodzimy z restauracji, przed nami rozpościera się niesamowity widok na ocean i  naturalne baseny skalne, które wydają się być zintegrowane z Oceanem i rzeczywiście zasilane są wodą z Oceanu. Idziemy dalej promenadą robiąc zdjęcia wchodzimy do sklepów z pamiątkami. Kasia mierzy tam poncho i zastanawia się czy je nabyć, koniec końców nic nie kupujemy. Wracamy do samochodu i kierujemy się w górę w stronę miejscowości Achadas da Cruz, kilka kilometrów przed tą miejscowością skręcamy w lewo zgodnie z kierunkowskazem na Paul da Serra.

Błękitne niebo powoli zaciąga się chmurami, po kilku kilometrach dojeżdżamy do miejsca, w którym chmury znajdują się na tej samej wysokości co my. Wysiadamy z samochodu, robimy zdjęcia, rzadko zdarza się, że jesteśmy w chmurach i możemy je "dotknąć".

Po raz pierwszy na Maderze czuje jak chmury mnie opływają, temperatura mocno spada. W Porto Moniz było 22 stopnie tutaj jest ok 5. Jedziemy dalej cały czas delektując się widokiem szczytów osnutych chmurami, dojeżdżamy w pobliże miejscowości Rabaçal, w której kilka lewad ma swój początek. Robię parę fotek, w tym zbiornika do którego spływa woda jednej z lewad i kapliczkę. Zastanawiamy się jak ludzie chodzą po lewadach w takich warunkach, gdy widoczność jest znikoma, ale ruszamy dalej w stronę Paul da Serra. Chmury stają się coraz cięższe, teren płaski, droga staje się prosta bez zakrętów, co jest rzadkością na Maderze.

Po kilku kilometrach chmury znikają i możemy delektować się widokami.

Dalsza droga do Encumeady upływa na robieniu zdjęć. Przed Encumeadą jest kilka tuneli wykutych w skale ich wnętrze jest bardzo surowe, a zarazem naturalne, człowiek położył tam tylko asfalt - podobnie jak ten za Seixal. Zjeżdżamy drogą w stronę Riberia Brava - jako, że jest jeszcze w miarę widno postanawiamy zobaczyć co oferuje ta miejscowość. Wjeżdżamy do centrum parkujemy samochód i idziemy w stronę portu. Przy plaży pijemy kawę - ta w hotelu, która dostajemy przy śniadaniu tylko wyglądem przypomina kawę. Nic nie smakuje tak jak kawa pita w takiej scenerii.

Kończymy kawę i jedziemy w stronę Caniço de Baxio. Ciekawe tutaj jest to, że ruch na drogach rośnie właśnie ok godz. 18. O tej porze dzieci kończą szkołę, a rodzice masowo je odbierają zwłaszcza w okolicy Funchal robi się tłok na via Rapida.

Zjeżdżamy jeszcze do supermarketu w Caniço robiąc zapas wina (od 1,2 € za butelkę wzwyż) na wieczór i miejscowego piwa Coral (butelka kosztuje 0,54 centa). Tak zaopatrzeni jedziemy w dół do hotelu na kolacje. Po kolacji delektujemy się na tarasie winem i piwem Coral. Pozostaje już tylko zejść do recepcji, zarezerwować miejsce w bezpłatnym autobusie hotelowym jadącym do Funchal, ponieważ w piątki jest tam największy targ rybny. Nowością tego wieczoru jest rezygnacja z używania klimatyzacji na rzecz otwartych drzwi balkonowych przez całą noc. Tak więc jutro ruszamy na podbój stolicy Madery i rodzinnego miasta Cristiano Ronaldo - Funchal.



Nawigacja


Dzień 1 Dzień 2

Dzień 3

Dzień 4 Dzień 5 Dzień 6 Dzień 7 Dzień 8

Dzień 3 na zdjęciach




Do pobrania


Dzień 3 Przewodnik po Maderze

Nasza trasa - dzień 3



Pokaż Madera - dzień 3 na większej mapie
Powyższa mapa przedstawia przebieg trasy w przybliżeniu.