Madera

Madera - jedna z wysp archipelagu na Oceanie Atlantyckim, nazywana wyspą wiecznej wiosny, ze względu na swój łagodny klimat.

Madera

Porto Santo

Porto Santo - mała wysepka o powierzchni 42,5 km2, która leży 43 km na północny wschód od Madery, od której diametralnie się różni.

Porto Santo

Desertas

Wyspy Desertas to grupa trzech długich i wąskich wysp, które rozciągają się na odległość 23 km w kierunku północ-południe.

Wyspy Desertas

Selvagens

Wyspy Selvagens to mały niezamieszkany archipelag, mniej więcej w połowie drogi między Maderą i Wyspami Kanaryjskimi.

Wyspy Selvagens


Dzień 5

Pico Ruivo

5 grudnia, sobota

Caniço de Baxio - Porto da Cruz - Santana - Schronisko Achada do Texeira - Pico Ruivo - Schronisko Achada do Texeira - Ribeiro Frio - Pico Arieiro - Caniço - Caniço de Baxio

Dzisiaj zapowiada się ciekawy dzień, pełen wędrówek i mamy nadzieję ciekawych widoków - pogoda wydaje się być wymarzona na tego rodzaju wycieczkę.

Jak każdego ranka po śniadaniu ruszamy w trasę.

Na Pico Ruivo planujemy wejść od strony schroniska Achada do Texeira. Żeby się tam dostać musimy udać się do Santany i stamtąd skręcić w stronę schroniska. Tak też robimy, z tym, że po drodze zatrzymujemy się w Porto da Cruz.

Hmmm 10 rano ... nie widzimy tam żadnych ludzi, miasteczko śpi w sobotni poranek, idziemy w stronę kościoła i dalej portu, mamy wrażenie, że jesteśmy tutaj sami, wreszcie widzimy kobietę, która powoli otwiera bar przy nabrzeżu. Pytamy czy można skorzystać z toalety i pani bez problemu – mimo, iż bar zamknięty - pokazuje nam gdzie się kierować. Tutaj turysta traktowany jest jak swego rodzaju dobro wspólne i każdy mieszkaniec Madery chce sprawić by czuł się tutaj jak najlepiej. Pewnie dlatego w czasie całego pobytu tutaj spotykaliśmy się z olbrzymią uprzejmością.

Porto da Cruz znane jest z młynów cukrowych, nas bardziej interesują klify, które naturalnie fotografujemy i ruszamy dalej w stronę Santany.

Wjeżdżając do Santany skręcamy w lewo koło stacji benzynowej i szukamy kierunkowskazu na Pico Ruivo, po chwili jedziemy drogą wiodącą na ten szczyt.

Na początku tej drogi są zabudowania, które wraz z wysokością zanikają, ruch staje się mniejszy. Dojeżdżamy do punktu widokowego, do którego trzeba kawałek podejść kamiennymi schodkami. Widoki zapowiadają to co czeka nas wyżej, w oddali widać Atlantyk i Santanę, niestety z południowego wschodu zbierają się chmury przykrywając powoli widok.

Jedziemy dalej do schroniska, po kilku minutach piłowania Getza na drugim biegu dojeżdżamy na nieubity plac parkingowy przed schroniskiem. Plac ten ma fantastyczny kolor - jak wiadomo Madera jest wyspą wulkaniczną i w tym miejscu ziemia ma mocno ceglany kolor. Zakładamy buty trekkingowe, plecak na plecy i ruszamy.

Droga na Pico Ruivo od strony schroniska nie jest zbyt trudna - idzie się ścieżką wyłożoną kawałkami bazaltu, zdarzają się ostrzejsze podejścia, ale większość trasy jest łagodna. W miejscu gdzie trasa prowadzi po północnej zacienionej stronie widać gdzieniegdzie zmarzliny i lód. W kilku miejscach na ścieżce jest woda, trzeba więc uważać, bo może być ślisko - były miejsca gdzie woda była zamarznięta. Widoki z każdą chwilą coraz piękniejsze, kolory są bardziej nasycone.

Na trasie mnóstwo urokliwych miejsc jak fantazyjnie powyginane drzewa, czy swego rodzaju "brama", czy może dokładniej mówiąc pół bramy. Idąc widzimy już budynek schroniska znajdującego się poniżej Pico Ruivo, dochodzimy do skrzyżowania trasy z trasą wiodąca na Pico do Arieiro (w przewodnikach i na stronach internetowych można spotkać się też z nazwą Areeiro). Po chwili jesteśmy przy schronisku i od razu mamy towarzysza podchodzi do nas piękny, zadbany, ogromny kocur - jak się później okazuje, kot ten towarzyszy każdej osobie, która wchodzi na plac przed schroniskiem licząc na jakiś poczęstunek. Po chwili odpoczynku ruszamy dalej w górę, od tego momentu trasa staje się o wiele trudniejsza, wspinamy się kamiennymi schodami, przystając co jakiś czas.

Wreszcie wchodzimy na "dach" Madery, Sam szczyt to trzy platformy, na największej centralnej znajdują się dwa - hmmm - kamienne pomniki, tutaj ludzie często odpoczywają, leżąc lub siedząc. Widoki pierwszorzędne, po południowej stronie więcej chmur, natomiast północna jakby mniej zachmurzona. Idziemy na platformę po południowej stronie i obserwujemy Pico Arieiro, który raz po raz chowa się za chmurami. Wracamy na platformę centralną i spotykamy tutaj parę w naszym wieku, która leciała razem z nami, z tym, że zatrzymali się w hotelu w Santa Cruz. Wymieniamy się uwagami, swym doświadczeniem w zwiedzaniu Madery, o tym jak jest w hotelu, - i tutaj nas zaskakują, u nich w hotelu nie podają ryb, podczas gdy my mamy dwa rodzaje każdego dnia. Polecamy restaurację Cachalote w Porto Moniz, w związku z tym, że na następny dzień planują wycieczkę w tamte rejony. Schodzimy na platformę północna, tutaj widoki są bardziej wyraźne, widać więcej gór a chmury tworzą świetny dodatek.

Pora schodzić do samochodu, okazuje się, że słońce świeci już z innej strony i na nowo odkrywamy uroki trasy. Gdy przyjechaliśmy pod schronisko Achada, parking osnuty był chmurami, teraz jest już dobrze widoczny z daleka.

Zejście zajęło nam ok 45 minut, ogólnie spędziliśmy tutaj ponad 3 godziny. Ponownie kierujemy się w stronę Santany, tym razem chcemy zobaczyć trójkątne domy.

Cóż można powiedzieć o Santanie - nie zauroczyła nas, podobnie jak trójkątne domy. Znaleźliśmy dwa domki w centrum miasta i jeden koło jakiegoś hotelu, wprawdzie można zobaczyć co jest w środku, ale nie powala nas to na kolana – taki mini skansen. Wyjeżdżamy z Santany do kolejnego celu wycieczki - Ribeiro Frio miejsca gdzie hoduje się pstrągi.

Droga pomiędzy Faial a Ribeiro Frio jest niezwykle urocza - przynajmniej dla nas. Jedziemy krętą drogą wspinając się cały czas w górę, podziwiamy to co widać za oknem. Zatrzymujemy się co jakiś czas i robimy foto-stop.

Ciekawostka - miejscowi kierowcy zatrzymują się tam gdzie im wygodnie i tak można zobaczyć samochód, który stoi sobie na zakręcie, nikogo to nie dziwi, ja też po pewnym czasie, gdy chciałem coś zobaczyć, zrobić zdjęcie zatrzymywałem się na chwilę tam gdzie było mi wygodnie i żaden kierowca nie reagował na to w negatywny sposób. Kierowcy na Maderze mają dużo cierpliwości, klakson służy tu głównie do ostrzegania się na ostrych czy też ciasnych zakrętach, żeby kierowca, który może jechać z naprzeciwka wiedział, że coś jedzie. Głównie w ten sposób ostrzegają kierowcy ciężarówek, czy też autobusów.

Wracając do wycieczki, dojeżdżamy do Riberio Frio, okolica bardzo cicha wręcz idylliczna, pełna zieleni. Zatrzymujemy się przy pierwszym barze napotkanym przez nas, wysiadamy z samochodu - według przewodnika Pascala mamy udać się za ten bar, tam mają prowadzić znaki do Balcões. Tak też jest, idziemy w górę niby schodkami dochodzimy do "skrzyżowania" gdzie lewada prowadzi prosto lub w prawo. W prawo jest kierunkowskaz do Balcões a prosto do Snack Baru, idziemy w prawo i po kilku minutach jesteśmy na Balcões. Na miejscu okazuje się, że chmury przysłaniają wszystko i niewiele widać, wracamy do skrzyżowania i kierujemy się w stronę Snack Baru, żeby zapytać o pstrągi. My po angielsku, starsza pani po portugalsku i mocno gestykulując, ale dowiadujemy się, że mamy iść cały czas prosto.

Wędrujemy lewadą, widok też niesamowity przez to, że znajdujemy się na poziomie chmur, co sprawia, że krajobraz staje się tajemniczy. Lewada prowadzi przez mostek, po czym zawija o 180 stopni i po kilku minutach wychodzimy na asfaltową drogę, po której mamy iść dalej prosto. Dochodzimy do Restauracji Ribeiro Frio i dalej drogą asfaltową w górę, dochodzimy do punktu kontrolnego Parque Natural do Ribeiro Frio. Widzimy na drodze szlaban, budkę ze strażnikiem. Strażnik bez słowa podnosi szlaban, nikogo o nic nie pyta, puszcza pieszych oraz samochody bardzo nas to dziwi i nie rozumiemy tego. Jak się później okazuje jest to po to, by było wiadomo ile samochodów wjechało, a  ile wyjechało - dla bezpieczeństwa (bardzo nam się ten pomysł spodobał). Po prawej stronie (idąc od Ribeiro Frio) posterunku jest hodowla pstrąga.

Wchodzimy na teren hodowli. Jest tu kilka zbiorników mniejszych i większych, chodzi się wąskimi ścieżkami między zbiornikami. U góry zbiorniki mają kształt prostokątny i układają się w kaskadę. Na samej górze są malutkie pstrągi, w dolnym prostokątnym zbiorniku takie ok 20 - 25 cm, z boku znajdują się jeszcze owalne zbiorniki gdzie żyją dorosłe pstrągi. Całość jest świetnie przemyślana pod względem technicznym - woda z rzeki doprowadzona jest czymś w rodzaju lewady i przelewa się kolejno przez każdy zbiornik. Począwszy od prostokątnych na owalnych kończąc, wszystko to odbywa się za pomocą systemu miniaturowych lewad i zasuw.

Opuszczając hodowle pstrąga idziemy do restauracji na kawę i mały odpoczynek. Pijąc kawę wpadamy na pomysł, żeby jechać na Pico Arieiro - dzisiaj nie mieliśmy tego w planie - zobaczyć zachód słońca, który ponoć wygląda z tego szczytu powalająco. Wracamy lewadą do samochodu i ruszamy w drogę.

Dojeżdżamy do punktu o nazwie Poiso i skręcamy w prawo zgodnie z kierunkowskazem na Pico Arieiro. Drogą tą jak się okazuje można swobodnie jechać na 3 a nawet 4 biegu pod górę. Widać, że już się ściemnia, ale mamy nadzieję, że zobaczymy jeszcze zachód, szybko odzieramy się z tych złudzeń, jako, że w dół zjeżdża cała gromada samochodów. Pomimo tego jedziemy w górę. Docieramy na parking, który mieści się na samym szczycie Arieiro - w zasadzie trzeba podejść na platformę kilka schodków, ale i tak zdobyć szczyt o wysokości 1818 metrów podjeżdżając niemal pod sam wierzchołek samochodem, to rzadkość. Niestety słońce już zaszło, robimy mimo to kilka fotek.

W ogóle Arieiro jest ciekawym szczytem na Maderze. Od innych można go odróżnić masztem telekomunikacyjnym oraz dwoma żurawiami wieżowymi (dźwigami), na jego szczycie prowadzona jest tajemnicza budowa w zasadzie nie wiem czego, ale sądząc po tym co teraz stoi będzie to spory budynek jak na takie miejsce, jedynie mam nadzieję, że nie zaburzy scenerii. W Polsce dowiedziałem się, że owa tajemnicza budowa to stacja radarowa Sił Powietrznych Portugalii.

Cóż zjeżdżamy w dół, troszkę niepocieszeni, ale planujemy, że jeszcze przyjedziemy tutaj na zachód słońca ostatniego wieczoru. Mijamy ponownie punkt kontrolny parku i kierujemy się w dół. Okazuje się, że zjeżdżając z Arieirojechaliśmy drogą na Funchal i byliśmy w okolicy Monte, zamiast jechać do Funchal skręciliśmy na Camache na drogę bardziej kręta i mroczną - ze względu na to, ze jest już kompletnie ciemno - i na pewno dłuższą niż przez Funchal.

Wyjeżdżamy na via Rapidę w okolicach Garajau, jedziemy jeszcze po drodze do supermarketu w Caniço po wodę, wino i słodycze. Po zakupach udajemy się na parking hotelowy, w pokoju zostawiamy zakupy i idziemy na kolację. Umieramy z głodu już od momentu opuszczenia Ribeiro Frio, tam nie jedliśmy nic celowo, bo nam się to nie opłacało wiedząc, że w hotelu jest obiadokolacja.

Wieczór minął tak jak zwykle. Po obfitej obiadokolacji, balkon, wino i obserwowanie oceanu w pełni księżyca.

Na jutro planujemy odwiedzić miasta na południowym zachodzie i zachodzie, m.in. Calhete, gdzie jest jedyna piaszczysta plaża na Maderze, Ponta do Pargo, najbardziej na zachód wysuniętą część Madery.



Nawigacja


Dzień 1 Dzień 2 Dzień 3 Dzień 4

Dzień 5

Dzień 6 Dzień 7 Dzień 8

Dzień 5 na zdjęciach




Do pobrania


Dzień 5 Przewodnik po Maderze

Nasza trasa - dzień 5



Pokaż Madera - dzień 5 na większej mapie
Powyższa mapa przedstawia przebieg trasy w przybliżeniu.