Madera

Madera - jedna z wysp archipelagu na Oceanie Atlantyckim, nazywana wyspą wiecznej wiosny, ze względu na swój łagodny klimat.

Madera

Porto Santo

Porto Santo - mała wysepka o powierzchni 42,5 km2, która leży 43 km na północny wschód od Madery, od której diametralnie się różni.

Porto Santo

Desertas

Wyspy Desertas to grupa trzech długich i wąskich wysp, które rozciągają się na odległość 23 km w kierunku północ-południe.

Wyspy Desertas

Selvagens

Wyspy Selvagens to mały niezamieszkany archipelag, mniej więcej w połowie drogi między Maderą i Wyspami Kanaryjskimi.

Wyspy Selvagens


Dzień 6

Jardim do Mar

6 grudnia, niedziela

Caniço de Baxio - Cabo Girão - Ponta do Sol - Madalena do Mar - Calheta - Jardim do Mar - Ponta do Pargo - Achadas da Cruz - Paul da Serra - Caniço de Baxio - Garajau - Caniço - Caniço de Baxio

Kolejny dzień zaczyna się od nagłej pobudki spowodowanej przez prom do Porto Santo, nie wiem czy tak było wcześniej, ale dzisiaj wyjątkowo głośno jak na moje ucho przepłynął przed hotelem. Kasia już nie spała i miała z tego niezły ubaw. Każdy poranek wygląda tutaj podobnie, czyli po pobudce wyjście na balkon w celu zbadania pogody, później szybka toaleta, śniadanie i pakowanie plecaka na wędrówkę.

Dzisiaj wyjątkowo w plecaku lądują stroje kąpielowe i ręczniki, tak wyekwipowani ruszamy do samochodu i dalej na zachód wyspy. Naszym pierwszym przystankiem jest Cabo Girão, jeden z wyższych klifów w Europie, na parking kierują nas drogowskazy już od samej via Rapidy, na miejscu sporo ludzi, akurat są dwa autokary wycieczkowe. Na samym klifie folklor, sprzedawcy maderskich pamiątek rozłożyli się po obu stronach krótkiej drogi prowadzącej do punktu widokowego, naszą uwagę przykuwa pan grający na plastikowym wiaderku, wygląda komicznie. Sam klif nie robi takiego wrażenia jak spodziewaliśmy się po wzmiance w przewodniku. To miało być miejsce dla osób o mocnych nerwach i takich którym niestraszne są zawroty głowy, my nic takiego nie odczuwamy, ba obydwoje uważamy, że są miejsca na Maderze gdzie zawroty głowy mogą bardziej dokuczyć niż tutaj, np. São Lourenco. W tym miejscu należy dodać, że po naszej podróży w 2012 roku platforma widokowa przeszła modernizację i między innymi została rozbudowana o fragment ze szklaną podłogą. Wejście na taką platformę może z całą pewnością przyprawić o szybsze bicie serca. Faktem jest, że z klifu jest ciekawy widok na panoramę Funchal - dzisiaj akurat niebo nad Funchal jest zachmurzone i widok w dół. Ciekawi mnie jak klif prezentuje się z poziomu oceanu.

Po krótkim bo zaledwie 10 - 15 minutowym pobycie na Cabo Girão ruszamy dalej, następny przystanek to Ponta do Sol - według przewodnika zawsze tonie w słońcu, wjeżdżamy na parking, i kierujemy się w stronę kościoła. Uliczki wkoło i sam plac przed kościołem są bardzo ładnie przystrojone biało niebieskimi kokardami, które tworzą swoisty baldachim. Wygląda to bardzo efektownie. Pod kościołem okazuje się, że na ten dzień planowany jest ślub, my idziemy w stronę oceanu i kamienistej plaży. Po lewej stronie znajduje się budowla, która wcina się w morze niczym molo, jest solidna z kamienia, to tez zwraca naszą uwagę i tam tez się kierujemy. Na miejscu wydaje mi się, ze jest to nabrzeże, które kiedyś było wykorzystywane do rozładunku towarów ze statków. Budowla ta jest o tyle ciekawa, że ma schody, którymi można zejść w dół, wyglądem przypomina mi to zejścia na peron na dworcach kolejowych, tylko zamiast peronów jest platforma na której okoliczni mieszkańcy łowią ryby. Robimy zdjęcia i ruszamy dalej, trochę zaniepokojeni, gdyż niebo coraz bardziej zaciąga się chmurami. Do Ponta do Sol przyciąga też wrak Bowbelle, pogłębiarki, która uczestniczyła w tragicznym zderzeniu ze statkiem wycieczkowym na Tamizie w Londynie pod koniec lat 90 ubiegłego wieku w którym zginęło 51 osób. Rok później pogłębiarka została kupiona przez firmę z Madery a w 1996 roku zatonęła nieopodal Ponta do Sol. Dzisiaj jest to niezwykła atrakcja dla nurków.

Z Ponta do Sol kierujemy się do miejscowości Madalena do Mar, gdzie w miejscowym kościele pochowany jest Henrique Alemao, nam polakom bardziej znany jako Władysław III Warneńczyk. Sama miejscowość jest pełna uroku. Dojeżdżamy do kościoła, gdzie akurat kończy się msza, niestety nie ma miejsca do zaparkowania i jedziemy dalej, na parking na skraju wioski. W samej wiosce uprawia się banany, są spore plantacje tych owoców, my kierujemy się w stronę kościoła fotografując kwiaty bananowca i kwitnące banany. Na placu przy kościele stoją ludzie, którzy wyszli z mszy, ale ze zdumieniem zauważamy, że drzwi do kościoła są zamknięte. No cóż obchodzimy się smakiem, ale w przewodniku opisany jest też dom, w którym miał mieszkać Władysław z portugalską żoną. Na drzwiach domu ma być królewski herb. Przewodnik opisuje, że jest na zachód od kościoła, tak więc szukamy domu z drzwiami zabitymi deskami, najpierw obeszliśmy okolice, później objechaliśmy samochodem, niestety nic podobnego nie znaleźliśmy.

Wjeżdżając do kościoła od strony Ponta do Sol widzieliśmy dom, który odpowiadałby opisowi, ale był on od wschodu, jedziemy tam jeszcze raz, żeby się przyjrzeć, parkujemy samochód przy barze, który znajduje się niemal naprzeciw kościoła i z przewodnikiem w ręce idę zapytać kobiet, które siedzą przed tym barem. Pokazuje im w przewodniku stronę ze wzmianką o Henrique Alemao i dowiaduje się, że dom którego szukamy to ten na wschód od kościoła, praktycznie graniczy z kościołem. Pytam jeszcze czy kościół otwarty jest poza mszą, ale okazuje się, ze nie a jedyna msza w tygodniu właśnie się zakończyła. Tak więc ruszamy w stronę budynku, który wskazała nam kobieta, robimy zdjęcia, obchodzimy go. Zaglądamy tam gdzie się da, a dodać trzeba, ze budynek jest w fatalnym stanie. W środku jest mocno zdewastowany, niestety drzwi też są w fatalnym stanie. Moją uwagę przykuwa owalna tabliczka nad drzwiami z rokiem 1891 i napisem "Companhia de Seguros Allianca Madeirense" co w wolnym tłumaczeniu oznacza "firma ubezpieczeniowa sojuszu maderskiego". Gdy robiliśmy zdjęcia podszedł do nas miejscowy i coś próbował wytłumaczyć po portugalsku, ale niestety ten pierwszy i jak na razie jedyny raz nie mogliśmy się z nim porozumieć, tak więc nie wiemy o co temu panu chodziło. Po powrocie do domu poszukałem informacji o tym domu, okazało się, że dom, który został podarowany Warneńczykowi i w którym mieszkał dawno nie istnieje, a ten który widzieliśmy należał do osoby, która z Warneńczykiem przypłynęła na Maderę.

Idziemy do samochodu i kierujemy się do Calhety, czyli celu naszej dzisiejszej wycieczki. Szybko dojeżdżamy do celu. Sama Calheta jest mała, główne zabudowania są prostopadle do oceanu, znajduje się tutaj muzeum na świeżym powietrzu przy promenadzie, koło kościoła znajduje się jeden z niewielu młynów cukrowych na wyspie, ale najwięcej turystów przyciągają dwie sztuczne piaszczyste plaże. Parkujemy przy hotelu Calheta Beach, pewien starszy pan, który odjeżdża ze stanowiska obok nas daje nam bilet parkingowy, mówiąc, że jest ważny jeszcze przez 15 minut. Miły gest, ale mówimy, że idziemy plażować, popływać i dziękujemy bardzo, bo 15 minut to za mało. Kupujemy bilet za 1,5 € na dwie godziny. Udajemy się na plaże, zajmujemy miejsce, ja idę od razu zanurzyć się w oceanie. Dno jest bardzo nieregularne najpierw jest płasko a następny krok to już zmiana głębokości o dobre 50 cm, poza tym na dnie są kamienie i trzeba uważać, żeby się nie uderzyć, najlepiej płynąć. Miałem problem z wyczuciem głębokości, odpłynąłem 20 metrów od brzegu i nie mogłem dotknąć stopami dna, odpływając 30 metrów od brzegu mogłem spokojnie stanąć, także jak już wspominałem lepiej nie bawić się w wyczuwanie dna tylko po prostu pływać :) Nie jestem zwolennikiem opalania się leżąc plackiem na plaży, dlatego też czas trochę zaczął mi się dłużyć, wdrapałem się na falochron zbudowany z bloków o wysokości ok. 2 metrów i tam obserwowałem ocean, grupę miejscowych osób, które łowiły ryby, to znowu poszedłem popływać, i ponownie na falochron, w między czasie zwiedziłem także niewielkie muzeum pod chmurką prezentujące pozostałości po wypalarni wapna oraz kilka eksponatów z  nieistniejącego młyna cukrowego. Nieopodal kościoła po dziś dzień produkuje się cukier trzcinowy w Engenhos da Calheta, cały młyn z maszynerią można zwiedzać. Tak zleciały mi te dwie godziny. Dodać trzeba, że w Calhecie pogoda była świetna, cały czas świeciło słońce, temperatura ok 25 stopni. Szybko się przebraliśmy i ruszyliśmy do samochodu.

Teraz planowaliśmy odwiedzić miejscowość Ponta do Pargo - najbardziej na zachód wysuniętą część Madery. Przejeżdżając obok miejscowości Jardim do Mar postanowiliśmy zobaczyć cóż ciekawego tutaj jest. Opis w przewodniku był mocno lakoniczny i w zasadzie ograniczał się do tego, że miejscowość została tak nazwana ze względu na obfitość dzikich kwiatów, które zastali tu pierwsi osadnicy. Z racji tego, że jest grudzień piękna kwiatów z pewnością nie zobaczymy, podobnie jak surfingowców, którzy pojawiają się tutaj wiosną. Tradycyjnie szukamy wieży kościelnej, zwykle kościoły są w centrach maderskich miast i wsi, parkujemy możliwie możliwie najbliżej kościoła. Życie w tej miejscowości płynie leniwie, miejscowi siedzą na placyku i widocznie jesteśmy dla nich sporą atrakcją, kierujemy się wąską uliczka w stronę oceanu, zbliżając się coraz bliżej słyszymy jak fale rozbijają się o nabrzeże, wchodzimy na swego rodzaju taras z którego można zejść w dół na promenadę. Robimy parę fotek falom i czym prędzej schodzimy na promenadę. Od razu zrozumieliśmy dlaczego można spotkać tutaj surfingowców, fale są idealne do uprawiania tego sportu, "rolują się" zanim uderzą w nabrzeże, mają wysokość ok 4 metrów. Na obserwowaniu fal spędzamy dobrą godzinę. Czas wracać do samochodu, ale po drodze odwiedzamy kościół, który nas zaskakuje, pierwszy raz widzimy kościół, którego podłoga nie jest wykonana z kamienia, marmuru czy granitu, ale z drzewa. Na podłodze jest ułożony parkiet w jodełkę, podłoga jest w świetnym stanie, ba w niektórych domach jest w gorszym. Wracamy do samochodu i ruszamy dalej.

W Ponta do Pargo kierujemy się zgodnie ze znakami na "Farol" czyli latarnię morską, początkowo po obu stronach ulicy towarzyszą nam zabudowania, później pastwiska i dojeżdżamy na parking, który jest koło latarni. Wychodząc na malutki cypelek mamy z trzech stron widok na ocean, zdążyliśmy się przyzwyczaić do wspaniałych i zaskakujących widoków ale ten nic a nic nie odbiega od tego do czego zdążyliśmy się przyzwyczaić. Po serii zdjęć jedziemy dalej z zamiarem odwiedzenia miejscowej restauracji Solar do Pargo i spróbowania espetady - wołowiny natartej czosnkiem, nadzianej na patyk z drzewa laurowego i pieczonej nad płonącym drewnem. Nie możemy trafić do tej restauracji i pytamy kobietę ok 35 lat jak do niej dojechać, okazuje się, że kobieta dobrze mówi po angielsku i chwilę rozmawiamy, okazuje się, że restauracja, której szukamy jest zamknięta, ale po drodze w stronę Porto Moniz jest restauracja, którą poleca znajomy tej kobiety. Jako, że planowaliśmy wracać prze Paul da Serra, jest nam po drodze.

Znajdujemy restaurację o której mówiła kobieta, ale jesteśmy w niej jedynymi klientami, w środku jest bardzo zimno - na zewnątrz chyba było cieplej - a menu ogranicza się dosłownie do kilku pozycji, które nas nie interesują, rezygnujemy i udajemy się w dalszą drogę.

Przejeżdżając koło miejscowości Achadas da Cruz przypomina nam się, że para, którą spotkaliśmy na Pico Ruivo, ta z która lecieliśmy na Madere wspominała, że jest tutaj świetna kolejka linowa i od razu wypatrujemy znaków "Teleferico". Znajdujemy znak i kierujemy się zgodnie z oznaczeniem parę kilometrów w dół. Na miejscu widzimy górną stację kolejki, usytuowanej na szczycie klifu do dolnej jedzie się niemal pionowo w dół, cena biletu to 3€, jest tylko małe ale, kolejka jest nieczynna, pozostaje zrobienie zdjęć, m.in. towarowej kolejki linowej.

Ruszamy dalej, dojeżdżamy do skrzyżowania na którym skręcamy w prawo zgodnie z oznaczeniem "Paul da Serra", mamy nadzieje na lepsze widoki niż ostatnio i początkowo tak też jest. W pewnym momencie na środku drogi pojawia się stado krów, chodzą sobie luzem nie są do niczego przywiązane, tą niecodzienną sytuację fotografujemy, ale zanim mija zaskoczenie na drodze zostały może z 4 krowy, które szybko poschodziły na pobocze. Po przejechaniu ok 5 km, widoczność robi się coraz gorsza i w końcu jest gorzej niż wtedy gdy jechaliśmy po raz pierwszy. W gęstych chmurach, które mają ciemny kolor jedziemy w zasadzie widząc w promieniu 20 metrów, przejeżdżamy koło zbiornika wody, i ten jest ledwo widoczny, na szczęście chmury się rozrzedzają i wjeżdżając na wrzosowiska mamy już całkiem przyzwoitą widoczność. Zatrzymujemy się co chwilę robiąc zdjęcia. Wjeżdżając w okolice fermy wiatrowej znowu pojawiają się ciężkie chmury, które towarzyszą nam do samej Encumeady, na dodatek robi się coraz ciemniej. Mamy w sobie tyle energii, że chcemy pojechać do Garajau i porobić nocne zdjęcia panoramy Funchal i Cristo Rei. Musimy tylko podjechać do hotelu po statyw.

Mając statyw meldujemy się przy Cristo Rei, zakochanych jakby więcej, miejsce to ma teraz całkiem inny wymiar. Rozstawiamy się ze statywem i też wzbudzamy pewnego rodzaju zainteresowanie, dopiero teraz uświadamiamy sobie, że do tej pory nie widzieliśmy żadnego turysty, który robiłby zdjęcia z użyciem statywu :) Czas mija szybko na robieniu zdjęć, ale głód daje o sobie znać, czas wracać do hotelu na posiłek, odwiedzając po drodze supermarket w Caniço w celu zakupienia wina i piwa. Ty razem w wyborze wina pomaga nam bardzo sympatyczny pan, zachwalając wina z regionu Tinto, wcześniej smakowaliśmy wina z regionu Alentejo, idąc za ciosem zamiast piwa Coral bierzemy Zarco :) Tak wyposażeni wracamy do hotelu, na celebrację wieczoru czyli kolacja i biesiadowanie na balkonie.

Dzisiaj nie mamy problemu z wyborem miejsca jutrzejszej wycieczki - ostatni pełny dzień jaki spędzimy na Maderze - wybieramy się do miejsca zwanego Curral das Freiras czyli Schronienia Zakonnic a na wieczór planujemy zobaczyć zachód słońca z Pico Arieiro, zobaczymy co z tego wyjdzie ....



Nawigacja


Dzień 1 Dzień 2 Dzień 3 Dzień 4 Dzień 5

Dzień 6

Dzień 7 Dzień 8

Dzień na zdjęciach




Do pobrania


Dzień 6 Przewodnik po Maderze

Nasza trasa - dzień 6



Pokaż Madera - dzień 6 na większej mapie
Powyższa mapa przedstawia przebieg trasy w przybliżeniu.