Madera

Madera - jedna z wysp archipelagu na Oceanie Atlantyckim, nazywana wyspą wiecznej wiosny, ze względu na swój łagodny klimat.

Madera

Porto Santo

Porto Santo - mała wysepka o powierzchni 42,5 km2, która leży 43 km na północny wschód od Madery, od której diametralnie się różni.

Porto Santo

Desertas

Wyspy Desertas to grupa trzech długich i wąskich wysp, które rozciągają się na odległość 23 km w kierunku północ-południe.

Wyspy Desertas

Selvagens

Wyspy Selvagens to mały niezamieszkany archipelag, mniej więcej w połowie drogi między Maderą i Wyspami Kanaryjskimi.

Wyspy Selvagens


Wasza Madera - relacja Anny

Madera

W lecie 2012 roku udało nam się z córką wygospodarować tydzień na wspólny urlop, wybrałyśmy się więc na wycieczkę zagraniczną na prawdziwy wypoczynek.

Takie możliwości daje Madera, jako że zawsze jest tam wiosenna pogoda z temperaturami około 20-26 st. a górskie ukształtowanie wyspy oraz poprowadzone licznie szlaki wzdłuż lewad, czy po górskich graniach są gwarancją wspaniałych wycieczek z fantastycznymi widokami. Gorzej jest trochę z kąpielą morską, ze względu na wybrzeże klifowe i spore fale oceaniczne, które są dużym utrudnieniem dla pływaków. Co prawda na wyspie można korzystać z plaż kamienistych a nawet są aż dwie, małe, sztucznie utworzone plaże piaszczyste w miejscowościach Machico i Calthea oraz jedna, jedyna naturalna piaszczysta plaża (w zasadzie plażątko) na przylądku Ponta de Sao Lourenco, ale trzeba do nich dojeżdżać - chyba, że mieszka się w jednym z tych miejsc. Dlatego mieszkańcy Madery dla relaksu wybierają się statkiem na pobliską wyspę Porto Santo, gdzie jest piękna, długa piaszczysta plaża a do tego istnieją możliwości uprawiania sportów wodnych. Statki, odpływające rano na wyspę, wracają wieczorem, przywożąc usatysfakcjonowanych amatorów morskich i słonecznych kąpieli.

Wybrzeże Madery o wschodzie słońca Klifowe wybrzeże Madery Jedyne naturalne piaszczyste plażątko na Maderze Calthea z plażą przy porcie jquery lightbox auto resizeby VisualLightBox.com v5.9

Nam nie udało się w ciągu tygodnia pobytu tam pojechać, tyle było innych ciekawych miejsc do zwiedzenia. A ze względu na to, że ja boję się pływać, nie odważyłam się dotrzymywać córce towarzystwa w oceanie, do którego wchodziło się z wysokich pomostów po drabinkach lub obślizgłych kamiennych schodkach. W zasadzie wystarczały mi widoki morskich fal, obijających się wściekle o skały pode mną, więc byłyśmy skazane na korzystanie z basenów. Te na szczęście okazały się całkiem przyjemne i korzystałyśmy z nich codziennie przed obiadokolacją, po powrocie z wycieczek. Jeden z całkiem ciepłą, słodką wodą posiadał część zewnętrzną oraz wewnętrzną (połączone ze sobą śluzą, przez którą można było sobie przepłynąć, zamykaną na wieczór) a w części wewnętrznej dodatkowo można było relaksować się w prawdziwie boskim jakuzzi. Drugi, większy, napełniany był codziennie świeżą, morską wodą, dlatego też przez pierwsze dni w ogóle myślałyśmy, że jest nieczynny, gdyż wcześnie rano, gdy wyjeżdżałyśmy na wycieczki, basen był pusty. Dopiero chyba trzeciego dnia po wcześniejszym powrocie do hotelu, zauważyłyśmy, że tam pływają ludzie. Do dziś nie wiem, jak opłaca się codziennie napełniać duży basen wodą i wieczorem opróżniać, tym bardziej, że zbudowany został powyżej poziomu oceanu i trzeba było w tym celu korzystać z pomp.

W celu popływania w oceanie trzeba było wchodzić do wody po drabinkach lub oślizgłych schodkach Taki spokojny ocean, bezpieczny do pływania, zdarzał się rzadko Najczęściej wyglądał tak... Fale rozbijające się o skały Basen hotelowy słodkowodny składał się z części zewnętrznej i wewnętrznej, połączonych śluzą Basen z wodą morską był codziennie napełniany świeżą wodą. jquery lightbox auto resizeby VisualLightBox.com v5.9

Ale największą atrakcją naszego hotelu było jego położenie i to też było powodem wyboru przez nas tego miejsca. Hotel Rocamar w Canico de Baixo, a właściwie połączenie tego hotelu z sąsiednim Royal Orchid oferuje wspaniałe widoki z wysokiego klifu na Ocean Atlantycki. Budynki hotelowe położone są tarasowo na górze, a od nich schodzą ścieżki w dół na kolejne półki skalne, na których ustawione są stoliczki, leżaki, aż do samego dołu, gdzie znajduje się basen z wodą morską i ośrodek nurkowania. W czasie przypływu na dolnych pomostach przeżyć można słony śmigus – dyngus. Połączenie kolorystyczne czarnej skały z niebieskimi traktami dla pieszych, zielenią skalnej roślinności i niezmierzoną dalą oceanu daje niezwykły efekt. Czasami przychodziłyśmy tu, aby popatrzeć na ocean, przepływające statki (codziennie przepływał koło nas rzęsiście oświetlony statek z Porto Santo), poemocjonować się obserwacją kipieli wodnej w dole, albo po prostu, aby poczytać na leżakach książki. Jeszcze nigdy nie mieszkałyśmy nad morzem w tak spektakularnie położonym hotelu, chociaż nie nadaje się on dla rodziców z małymi dziećmi, gdyż pilnując ich ustawicznie na stromych schodach z przepaściami obok, w które dzieci łatwo mogą spaść, można osiwieć, zamiast odpocząć. Ale dla nas był idealny i niezapomniany. Jedzenie też było dobre z dużą ilością owoców i dużym wachlarzem deserów, jak na taką rajską wyspę przystało.

Hotel Royal Orchid w Canico de Baixo Hotel Royal Orchid z centrum nurkowym Hotel Rocamar Hotelowe tarasy... schodzą do oceanu ... ...schodkowo... oferując odpoczynek i ładne widoki na ocean Wschód słońca nad Oceanem Atlantyckim jquery lightbox auto resizeby VisualLightBox.com v5.9

Madera jest bowiem podzwrotnikową rajską wyspą. Utworzona przez wypiętrzenie wulkaniczne, jest w rzeczywistości wierzchołkiem olbrzymiego wulkanu o szerokości 19 km i długości 56 km. Najwyższy szczyt Madery Pico Ruivo ma 1861 m wysokości, a szacuje się, że dwa razy tyle góry znajduje się pod oceanem. Żyzna, powulkaniczna gleba i łagodny podzwrotnikowy klimat, w którym panuje wieczna wiosna z temperaturą około 20 stopni Celsjusza, przyczyniają się do wielkiej urodzajności wyspy. Rośnie na niej taka masa endemicznych gatunków roślin, że na Maderze można kupić owoce, których nie dostanie się nigdzie indziej na świecie. A nasze zwykłe europejskie rośliny osiągają tu imponujące rozmiary. No i plony można zbierać kilka razy w roku.

Skały przy naszym hotelu okrywała bujna roślinność Widok na Ocean z hotelowych tarasów jquery lightbox auto resizeby VisualLightBox.com v5.9

Całe rolnictwo opiera się tu na systemie sztucznego nawadniania wyspy, stworzonym jeszcze w XVI wieku. Północna część wyspy jest często nawiedzana przez deszczowe chmury, które nasączają wodą bagnisty płaskowyż w centrum wyspy, a jego wulkaniczne, gąbczaste podłoże działa jako naturalny zbiornik wodny. Woda przefiltrowana przez skały pojawia się na zboczach w postaci źródeł, z których pobierana jest i odprowadzana na południowe, suche stoki wyspy przez kamienne kanały, zwane lewadami. Dodatkowo system ten wspomagany jest przez specyficzną właściwość porastających większą część Madery lasów laurowych (Madeira to po portugalsku drewno) – drzewa te absorbują wilgoć z powietrza i oddają ją glebie. A w latach siedemdziesiątych XX wieku ktoś zauważył, że wzdłuż lewad można poprowadzić szlaki piesze i rozpropagować je jako atrakcję turystyczną. Pozwoliło to wyspie, znanej do tej pory głównie miłośnikom trunków (słynne wino Madera), na zwiększenie popularności wśród miłośników pieszej turystyki.

Ale Madera znana jest nie tylko z unikalnego wina, ciekawej roślinności i owoców oraz malowniczych lewad. Znana jest również z lotniska w miejscowości Santa Cruz, które znajduje się na liście 10 najniebezpieczniejszych lotnisk świata. Po dwóch katastrofach samolotowych, które miały tu miejsce, wydłużono pas startowy, do tej pory kończący się „na oceanie”, dobudowując jego dalszą część na palach wbitych w dno morskie. Ale i tak piloci, latający na Maderę muszą mieć specjalną licencję a lądowanie tu robi wielkie wrażenie. My, lecąc na Maderę, nie wiedziałyśmy o tym i dlatego było to dla nas spora niespodzianką, ale może to i lepiej – ominął nas związany z tym stres. A zaczęło się całkiem niewinnie: ogłoszono rozpoczęcie procedury lądowania, samolot się zniżał, zniżał a pod nami ciągle była tylko woda. W końcu byliśmy tak nisko, że widzieliśmy grzywy pojedynczych fal, a lądu ciągle nie było. Aż wreszcie tuż pod nami pokazały się skały, na którymi samolot leciał lotem koszącym w kierunku zbocza, rosnącego w naszych oczach. I już na wysokości niższej niż grzbiet góry pilot zrobił ciasny zakręt o 180 stopni, tak że mogliśmy prawie patrzeć w okna mijanych domów, aby od razu przydołować i hamować na pasie lotniska, które pojawiło się pod nami nie wiadomo stąd. Oj, robiło to wrażenie!!

Lotnisko na Maderze Lotnisko na Maderze jquery lightbox auto resizeby VisualLightBox.com v5.9


Nawigacja


Strona 1

Strona 2 Strona 3 Strona 4 Strona 5 Strona 6 Strona 7 Strona 8 Strona 9

Prawa autorskie do zdjęć oraz tekstu należą do Anny Skoniecznej.
www.przez-pryzmat-lat.pl



Relacje zamieszczone w dziale Wasza Madera przedstawiają poglądy ich autorów. Redakcja madera.org.pl nie odpowiada za treści zamieszczone w tym dziale.